Karpacz - Aśka
W Karpaczu mogliśmy spędzić całe dwa tygodnie. To dośc niezwykle, bo moja dziewczyna ma w sobie tykle energii, że nasz urlop zazwyczaj dzielimy na co najmniej 3 różne miejsca, po trochu tu i po trochu tam. Ni emusiałem jej wcale przekonywać do karpacza. Wszystkie możliwe polskie góry już zaliczone, więc pozostały jeszcze Karkonosze i to był strzał w dziesiątkę. Aśki nigdzie nie gnało, była po prostu rozłożona na czynniki pierwsze. Karpacz podziałał na nią po prostu hipnotyzująco. Ona, studentka archeologii, wprost nie mogła się napatrzeć na słynny Wang, kapliczkę św. Wawrzyńca, czy okoliczne zamki i pałace. Zakupiony w biurze turystycznym
Karpacz przewodnik wyczytany do cna i chyba nie ma jednej stronicy, z której czegoś nie doświadczylibyśmy w naturze. Wszystko trzeba było zwiedzić, zobaczyć, obfotografować. Ta moja pani to jest po prostu żywioł i nie sposób się przy niej nudzić, czy narzekać na brak zajęcia. Gdyby nie to, że trafilismy w tak piękne i unikalne miejsce to pewnikiem byśmy znowu zminiali obozowisko. To prawie cud, że pozostaliśmy w jednym miejscu.
Warto zobaczyć: