Szczyrk - biwak
W ostatnie wakacje zachciało nam się powtórki z czasów harcerskich. Obiecaliśmy dzieciom, że pojedziemy w góry, ale nie gdzieś do jakiegoś pensjonatu, ale pod zwykły namiot. Trochę tej decyzji potem żałowaliśmy, bo klimat w górach jest specyficzny i nigdy nie wiadomo, co człowieka może spotkać, na jaką pogodę się trafi. Celem naszej wakacyjnej wyprawy był Szczyrk. Nasze namioty rozbiliśmy na polu campingowym
Szczyrk i potem pluliśmy sobie z Grażynka w brodę, że nie zdecydowaliśmy się jednak na wynajęcie domków, takich letniskowych, w stylu zakopiańskim. Skoro przecież wapniaki obiecały dzieciom namioty, to jak teraz się z tego wycofać. Trafiliśmy na dość chłodne lato, a tam w Szczyrku to raczej jak jesień pogoda była i pasowała bardziej na paździenik niz lipiec. Nocami marzliśmy niemiłosiernie. Nasze śpiwory tylko troszkę chroniły przed zimnem. Zimne było wszystko, nogi, ręce, a nawet policzki i nosy. Poprzeziębialiśmy się, a do tego ciuchy były ciągle wilgotne. Uroki namiotu, ale Szczyrk absolutnie do powtórki, lecz tym razem w pensjonacie.